8 kwietnia 2017

Zaręczyny i żeńskie narządy płciowe [+18]

Hej. Czytam obecnie pewną książkę i tak mnie ona poruszyła, że muszę się tym podzielić, no muszę bo nie wytrzymam :D Zacznijmy od lżejszego kalibru- zaręczyny w literaturze kobiecej:
"Wins pamiętał dobrze zaskoczoną minę Izabelli, gdy wkroczyła ze szpitalnego holu wprost na czerwony dywan wysypany białymi kwiatami. Na końcu ukwieconej drogi klęczał on z wyciągniętą w jej stronę dłonią, w której trzymał zaręczynowy pierścionek. Cały personel wyległ na przedszpitalny podjazd. Pielęgniarki płakały, lekarze klaskali i wiwatowali. Nie mogła mu wtedy odmówić".
<rzyg>
Też Wam lekarze klaskali jak się zaręczaliście pod szpitalem?? :D
Nie dziwie się, że śmiertelność w szpitalach rośnie jak cały personel wychodzi na podjazd żeby płakać i wiwatować :D
Ja pierdole. brakuje tylko kierowcy autobusu :D
Co najlepsze- w poprzedniej scenie Bella trafiła do szpitala z rozwaloną głową i założyli jej 31 szwów, CZYLI kobieta wychodzi obolała ze szpitala, twarz posiniaczona, głowa owinięta bandażem, a ten idiota jej się oświadcza na oczach całego szpitala. No co on ma w bani ?!  jeszcze mogli se zaręczynową sesję pierdyknąć, wiecie...karetki na sygnale, ona w bandażach, on klęczy na czerwonym dywanie, obok sanitariusz trzyma jej kroplówkę.......
Dobra, przejdźmy dalej zanim mnie wyobraźnia poniesie jak tą autorkę :P

19 marca 2017

Lakiery z lasu

Hej moje elfy :) Dziś będzie parę słów o lakierach leśnych/ Z lasu/ dla ludzi z lasu? 
Sami zdecydujcie.  
POLISH FOREST od Sense&Body
Ich nazwy i kolory są związane lasem i jego żyjątkami- tyle mogę Wam powiedzieć na pewno. Przygotujcie się na dużą ilość zdjęć bo trochę zaszalałam podczas sesji zdjęciowej. 
 Lakiery są w standardowych, okrągłych buteleczkach o pojemności 6ml i najlepsza rzecz- mają gruby i praktyczny pędzelek, taki jak lubię. 2 pociągnięcia i paznokieć pokryty, a nie takie śmieszne cieniutkie, co trzeba 3 razy nabierać na jeden paznokieć.

 Spójrzcie na to: czy nie są piękne?? 2 z nich są matowe, 3 zawierają drobinki. Wiem, że bardziej kojarzą się z jesienią (i wtedy na pewno zrobią szał ciał), a teraz wiosna, więcej osób wybiera wesołe pastele i ciepłe neonki, ale spójrzcie na nie...
Od lewej:
Magiczna paproć
 Tajemnica lasu
 Świetliki Nocą 
Grzybowy kapelusz 
Dębowe szepty
Gwiaździsta polana

Teraz parę słów o 3 takich co mi najbardziej podeszły. 


Tajemnica lasu

Ten lakier jest tak oryginalny, że w całej swojej kolekcji nie znalazłam ani jednego podobnego. Jest matowy. Zasycha błyskawicznie- malowałam jedną warstwę na wszystkich  palcach lewej ręki i jak wracałam to od kciuka były już suche i gotowe na drugą warstwę. Oczywiście można by go pokryć topem, ale wtedy straciłby na swojej wyjątkowości. Tutaj pazurki aż proszą się o wzorek. Są jak tablica, która czeka aż Pani weźmie kredę i zacznie pisać temat lekcji.

 

Magiczna paproć

Jasno- zgnita zieleń z mini drobinkami połyskującymi na żółto- złoto. Kolor ciepły i przyjemny. Nie wiem czemu ale jakoś mnie przyciągnął, chociaż zwykle wolę żywe zielenie. Na pewno jest to kolor uspokajający, nie krzykliwy, taki w tle....
Keep calm and magiczna paproć :)

No i na koniec zostawiłam sobie perełkę, którą część z Was na pewno widziała już parokrotnie w blogosferze. Wszystko co o nim czytałyście jest prawdą


Świetliki nocą
 Lakier wyjątkowy. Jest z drobinkami, ale jednocześnie matowy, a drobinki świecą. Whaaat? No tak. Niewiarygodne ale prawdziwe. True story. Ten kolor jest magiczny. Jest noc w lesie, a świetliki sobie latają, bzyczą(?) i wyglądają jak małe światełka na niebie. Taki jest ten laks. Petarda.

Co mnie zaskoczyło w tych lakierach, to to, że zasychają na mocny połysk, a matowe na prawdziwy mat (nie satynę, która udaje mat, tylko na mat!). Można je spokojnie nosić bez topu, ale z drugiej strony warto dać bo wtedy wolniej się wycierają. 

Wzorki. Chciałam je ozdobić w jakieś wzorki związane z poszczególnymi nazwami albo ogólnie związane z lasem i wyszło mi coś takiego:

Może nie każdy z nich nadaję się do noszenia na co dzień (szmaragdowy grzybiarz), ale mam nowy stylograf i lubię się nim bawić. Do niego jest tusz kreślarski, który idzie jak krew z nosa (co chwilę robi się strup i przestaje pisać, przerywa, maluje słabiej). Doprowadza to człowieka do szewskiej pasji, kiedy co chwilę trzeba przemywać i nabierać nowej porcji bo szybko zasycha na palecie i stalówce :| Będę próbować jeszcze z rozwodnioną farbką i hybrydą, ale na razie leży w kącie bo ma karę.

Na koniec parę pytań:
Co myślicie o tych kolorkach? podobają Wam się?
Czemu zdjęcia robią mi się w białych ramkach i jak to zmienić? (człowiek zrobi sobie małą przerwę, a już mu blogspot psikusy robi)
Jak ogarnąć stylograf? Jakies patenty?
No i najważniejsze:
Czy Waszym zdaniem świetliki bzyczą? :P

Buziaki :*







26 lutego 2017

Tęskniliście?? :)

No hejo ! Troszkę mnie tu nie było, wiem. Wiele rzeczy się działo w życiu, w pracy, na studiach. To, że nie pokazywałam paznokci nie znaczy, że ich nie robiłam. Bo robiłam. I trochę Wam dziś pokażę :)













 Dużo inspiracji pochodzi z pinteresta, gdzie zobaczyłam jakieś zdobienie i chciałam je wypróbować, łapałam za jakiś stary wygryziony wzornik i malowałam. Te zimowe to wariacje na temat świątecznej płytki B.loves plates. Ostatnio mam przypływ weny i tworzę no we wzorniki. Kupiłam stylograf i rapitograf, żeby je wypróbować i porównać (efekty wkrótce).
Ah, tęskniłam za tym !! szkoda mi żeby to miejsce tak opustoszało, dużo serca w nie włożyłam. Może reanimacja się uda ??

Dajcie proszę znać, czy ktoś tu jeszcze jest, czyta, czeka (?)
Muszę zrobić bilans strat, zatrzymać krwawienie, przykleić plaster.
Pomożecie?

Pozdrawiam
Sabi

23 maja 2016

Prelude to a kiss

Hej, dzisiaj mam dla was hybrydkę, którą nosiłam zimą (mam refleks, nie ma co :P).
Prelude to a kiss to już ostatnia z 6 hybryd ORLY, które miałam okazję przetestować. Jest to ładny, klasyczny nudziak, który lekko wpada w różowo-brzoskwiniowe tony. Generalnie, na co dzień lubię żywsze kolory, wzorki, stemple itd ale raz na jakiś czas mam ochotę na mani, które nie rzuca się w oczy. Tak właśnie było w okresie zimowo- świątecznym, kiedy w pracy był straszny młyn, nie miałam czasu na swoje paznokcie, ale chciałam je mieć zrobione. Krótkie, ale zadbane. Skromne, ale ładne.

16 maja 2016

Ale kwas !! (ostrzeżenie i rada dla Was)

Byłam dzisiaj na profesjonalnym szkoleniu ze złuszczania kwasami. Niby miało być tylko dla kosmetyczek i kosmetologów pracujących w zawodzie, ale na szkoleniu pojawiły się 2 dziewczyny po ekonomii, które są w trakcie rocznej podyplomówki z kosmetyki, a już prowadzą gabinet kosmetyczny.
       Od jednej z nich biła tak rażąca niewiedza w wielu podstawowych kwestiach (np nie potrafiła wymienić rodzajów kwasów, ani chociażby powiedzieć jakie pH mają kwasy), że w pewnym momencie spytałam się ich czy nie boją się tego wszystkiego robić, na co jedna z nich strasznie się zaperzyła i naskoczyła na mnie, że "czego niby ma się bać, że my kosmetolodzy to tak się czepiamy jakie kto ma wykształcenie, patrzymy na ludzi po kursach z góry, a przecież oni mają tam tyyle praktyki, że niczym się nie różnią od nas!!"
(tja, roczna podyplomówka po ekonomi na bank zapewnia tak kompleksową wiedzę i praktykę jak 2 letnie studium kosmetyczne, czy 3-5 letnie studia+ praktyki zawodowe +staż itd itd). Chyba trafiłam przypadkiem w czuły punkt, choć nie miałam tego na myśli.
                  Nie chodziło mi o to ile trwa szkoła, tylko o to, że nawet tej rocznej podyplomówki nie ma jeszcze skończonej, czyli de facto na chwilę obecną jest ekonomistą, więc nie ma żadnych uprawnień do wykonywania takich zabiegów kosmetycznych, a nie dość że je robi to jeszcze prowadzi gabinet kosmetyczny :| Nie mówię tu o lekkich rzeczach typu zrobieniu henny, czy masaż twarzy, ale o inwazyjnych zabiegach, które fizycznie mogą komuś zaszkodzić (np poparzyć twarz, wywołać silne uczulenie, zrobić blizny itd).
     
      Wkurza mnie to i przeraża, że takie rzeczy się dzieją!! Skoro każdy może mieć gabinet (a może, bo nie ma żadnych regulacji prawnych) to skąd mamy mieć pewność, że oddajemy się w ręce specjalisty? Skąd mamy wiedzieć, że mikrodermabrazję robi nam profesjonalista, a nie pan Janek- spawacz, czy pan Kazik- kierowca wózka widłowego? :/ No chociażby po dyplomach.
    No i tutaj pojawia się takie słowo jak uczciwość- jeśli ktoś nie jest kosmetyczką/kosmetologiem to mógłby chociaż poinformować swoich klientów, że tak naprawdę to robi to na swoją odpowiedzialność bo szkoły żadnej nie ma. Ale oczywiście tego nie zrobi bo ma z tego kasę, więc co się będzie głupia przyznawać nie?
 Owa dziewczyna strasznie wypytywała inne kosmetyczki o to jakie mają ubezpieczenie cywilne od takich nieszczęśliwych wypadków podczas zabiegu. EWIDENTNIE było widać, że chce chronić swój tyłek w razie gdyby coś nie wyszło i ktoś ją zaskarżył ://)
    Koniec końców później robiłyśmy zabiegi na sobie i owa pani zabłysnęła pytaniem do prowadzącej jak ma "zmyć" maseczkę PEEL OFF, czy trzeba ją namoczyć wodą (na głupotę żadne studia nie pomogą). Eh, czy trzeba kończyć studia żeby to wiedzieć? Czy ona nigdy nie robiła sobie sama w domu maseczki tego typu? NIGDY? 

Stąd moja prośba/rada dla Was: jeśli decydujecie się na tak inwazyjne zabiegi, sprawdźcie kto je ma wykonywać, jakie ta osoba ma uprawnienia, doświadczenie. Czy czasem nie jest to osoba zupełnie 'przypadkowa', która nie ma pojęcia o tym co robi bo interesuje ją tylko kasa, a jak przypadkiem Was uszkodzi to "UPS, no trudno, przecież jestem ubezpieczona"
Żeby mieć gabinet kosmetyczny nie trzeba być kosmetyczką/kosmetologiem, ale nie oznacza to, że można sobie eksperymentować na klientach. Wtedy zatrudnia się kogoś na to stanowisko, a samemu jest się tylko właścicielem/zarządcą.

I nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę Was przestraszyć, wdawać w spory 'kosmetyczka czy kosmetolog", kto może co robić itd. Ale na litość boską tu chodzi o naszą twarz. Nie chodźcie do jakichś podejrzanych salonów bo są tańsze. Nie bójcie się pytać. Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia to z chęcią odpowie na takie pytanie. Chcę Was tylko ostrzec przed takimi osobami. Pseudo- specjaliści (występują w każdej profesji).

Kwasy to nie zabawka. Zabieg z nimi nie jest ani przyjemny ani pachnący (może piec, mrowić, szczypać i to jest normalne), ale jeśli jest prawidłowo przeprowadzony to może zdziałać cuda i mieć działanie terapeutyczne.  Miałyście kiedyś robione? Jeśli tak to jak się sprawdziły? Przyniosły oczekiwany efekt ?


Co o tym myślicie? Przesadzam ?